Są takie dni na pielgrzymce, które z zasady należą do trudnych. Trudne, bo daleko, trudne bo przez miasto albo trudne bo upalne.
Dzisiejszy dzień był trudny z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że był to najdłuższy z dotychczasowych etapów. Po drugie dlatego, że od obiadu do noclegu towarzyszył nam las, asfalt i długie proste. Po trzecie, że to już piąty dzień wędrowania przez co pęcherze są już dość duże, a atmosfera bywa napięta.
Taki to już urok pielgrzymki, wspólnego przebywania ze sobą. Jesteśmy jak rodzina i razem dzielimy radości. Ale nawet w najbardziej zgranej rodzinie pojawiają się konflikty - na szczęście u nas są tylko te małe.
Mszy Świętej o godzinie 6:00 przewodniczył i homilię wygłosił ks. Henryk. Dziś niedziela więc plan mieliśmy napięty i już o godzinie 7:00 zdyscyplinowani pielgrzymi ruszyli w trasę. Słońce przypiekało nas mocno ale cień dawały nam drzewa. Do postoju obiadowego w Osieku szliśmy szybko, bardzo szybko… Generalnie w tym roku chodzimy szybko, bardzo szybko… :)
Zjedliśmy pyszny obiad u gospodarzy i pognaliśmy już nieco wolniej do Warlubia. Zostało nam jeszcze 18 km ale mieliśmy dwa postoje w lesie więc nie było tak strasznie.
Odpoczywamy już w gościnnym Warlubiu. O godzinie 20:15 rozpoczynamy apel. Dziś pierwsza w tym roku adoracja Pana Jezusa. Wspólnie z gospodarzami będziemy się modlić przed obliczem Najwyższego.
Jutro odcinek krótszy choć według prognoz ma być jeszcze cieplej. Ale ważne, że nie pada...
Konferencja
Maryja - ks. Mariusz Parusiński
Piosenka
O Madonno ukochana - Diakonia Gdyńskiej Pielgrzymki
Truskawkowy telefon
Audycja pierwsza